środa, 7 listopada 2018

Proza życia MC



Kiedy 2 lata temu zadzwonił do mnie Ejten i zapytał czy chce zagrać support przed jego koncertem, nie mogłem spodziewać się jak potoczą się moje sceniczne losy. "To jednorazowa przygoda" - myślałem. Pomimo tego, że od zawsze marzyłem o wystąpieniu przed publiką, nigdy nie sądziłem, że będę mógł spełnić to marzenie więcej niż raz. Minęły niecałe dwa lata i niedługo stanę na scenie po raz szósty! Mam za sobą kilkadziesiąt prób z Krzyniem, bez którego to wszystko by się nie wydarzyło i jeszcze więcej wspomnień związanych z graniem, a to dopiero początek...

Swój pierwszy kawałek nagrałem z Cichym jako dodatek do prezentu urodzinowego dla Tygrysa. Nie ma co się oszukiwać, nie było to nic dobrego, tym bardziej, że nagraliśmy to na mikrofonie za 30zł... Dzięki instrumentalowi od "Dark Horse" Katty Perry i zwrotce Maćka było momentami zabawnie, a towarzyszący muzyce film urodzinowy nadał temu jakikolwiek sens i klimat.
Poniesieni zajawką i wyobraźnią parę tygodni później nagraliśmy kolejny numer pt. "Rap za 3 dychy" do którego w przeciwieństwie do Maćka podszedłem na poważnie. Pomimo pewnego rodzaju magii tego utworu, przygnieciony niezadowoleniem z naszego "dzieła" olałem swoją twórczość i zająłem się innymi rzeczami. Tak minęła moja hiphopowa zajawka w 2014 roku...



Pierwszy kontakt z rapowaniem na żywo miałem będąc w 2016 roku  hypemanem Ejtena. Nauczyłem się wtedy trochę o akcentowaniu wersów, obyciu scenicznym czy oddychaniu w trakcie występu. Podczas prób z Bartkiem oduczyłem się natomiast nieśmiałości twórczej i rapowanie przed kimś nie stanowiło już dla mnie problemu. Po naszym pierwszym występie, na imprezie "Wołomin Local Fest", pomyślałem sobie, że koncertowanie to świetna zabawa, a na scenie czuję się jak ryba w wodzie. Wtedy powstało marzenie o własnym koncercie, ale brakowało jeszcze repertuaru.

Od zawsze lubiłem pisać. Pisać wszystko! Wiersze, opowiadania, rymowanki, pamiętnik czy cokolwiek innego. Pisałem również teksty kawałków, ale nigdy nie było okazji żeby nagrać coś w słuchalnej jakości i w miarę profesjonalnych warunkach. Nie licząc wspomnianej wcześniej przygody z nagrywaniem za 3 dychy, nie miałem do czynienia z mikrofonem studyjnym. W dniu moich otrzęsin na pierwszym roku studiów Ejten wypuścił "Ambicje", czyli jeden z jego najlepszych, moim zdaniem, kawałków. Wieczorem, zaraz po pracy, ustawiłem się z ziomeczkiem, ponieważ chcieliśmy wspólnie udać się na wspomniane wyżej otrzęsiny. W ramach before'u siedzieliśmy sobie przy wódeczce i pod wybrane przez Konrada bity nawijałem wersy na wolno, a w międzyczasie wymienialiśmy się zasłyszanymi ostatnio fajnymi kawałkami. Właśnie wtedy pokazałem kumplowi "Ambicje", które stały się dla mnie inspiracją i tak naprawdę dzięki nim jestem tu gdzie jestem.



Ambicje RMX powstały spontanicznie. Zapytałem Bartka o zgodę i parę godzin później miałem napisany cały utwór. Tworząc tekst starałem się jak najbardziej odwzorować oryginał ale tak by zachować w nim jak najwięcej siebie. W tym celu używałem bardzo podobnych skojarzeń i parafrazowałem wersy Bartka, konstruując w ten sposób ciekawe followupy. Pomimo kwadratowego flow i niepewności w głosie udało mi się nagrać ten kawałek i do dziś jestem z niego zadowolony.  Po debiucie przyszedł czas na "Iktotujest" do którego zaprosiłem dawnego znajomego z gimnazjum. Człowieka, który występował na scenie przy okazji większości szkolnych wydarzeń, a jego jaskrawy, zielony dres z daleka ranił ludziom oczy. Obecnie mojego hypemana i beatboxera z którym działam - Krzynia.


Gdy Ejten zaproponował mi support przed jego koncertem w mdku zgodziłem się. Byłem bardzo podekscytowany  ale też przestraszony. Wtedy nie wiedziałem jakie kawałki grać, w co się ubrać, jak się ruszać i bałem się czy nie będzie klapy. Dziś wiem, że podjąłem dobrą decyzje i był to pierwszy krok w kierunku czegoś bardzo ważnego. 
Koncert w mdku nie udał się za bardzo. Po 2 kawałkach siadł mi głos, poza tym wypadałem z bitu, nie potrafiłem złapać kontaktu z publiką, a zgranie się z Krzyniem też nie było za dobre.
Po tym wszystkim nie poddałem się i tylko czekałem na nową okazję do zagrania koncertu.

Minęło sporo czasu, zanim ta okazja się napatoczyła. Sam nie wychodziłem przed szereg i raczej nie starałem się nigdzie wkręcić.
Pewnego dnia Kuba Godlewski podesłał mi link do konkursu na support na juwenaliach jego uczelni. Średnio wierzyłem w to, że uda się wygrać, ale jednak spróbowałem. Miałem przed oczami wizję tego jak gram, a pod sceną widzę dzikie tłumy. Ten obraz nie budził we mnie ani strachu, czy tremy ani jakiegoś szczęścia. Bardziej śmiałem się z tego i uznałem, że jak się uda to będę miał zabawne wspomnienie. Miałem takie przeczucie, że jeżeli wygram to wydarzy się tam coś niezwykłego, jakaś totalna wpadka, którą ziomki będą mi wypominać do końca życia i to mnie tylko rozbawiało i jakoś dziwnie motywowało do zbierania konkursowych lajków.

Kiedy okazało się, że wygrałem moje odczucia diametralnie się zmieniły. Zacząłem traktować to na poważnie i próbowałem ogarnąć sobie jakiegoś hypemana oraz myśleć nad repertuarem i innymi aspektami przygotowań. Z początku Krzyniu mi odmówił i nawet zrobiłem jedną próbę z Cichym w roli hypemana. Taka kolaboracja mogła obrócić ten koncert bardziej w jakiś nieudany skecz kabaretowy. Może i byłoby to dobre rozwiązanie, ale koniec końców Krzychu się zgodził i zaczęliśmy próby. Wszystko szło bardzo sprawnie, kawałki wychodziły nam tak jak powinny, Krzyniu ogarniał wszystkie teksty. Zaczęła się trema, ale w dniu koncertu pokazaliśmy się z jak najlepszej strony. Dzikie tłumy okazały się około 50 osobową grupą (oczywiście połowa to znajomi), ale byłem bardzo zadowolony z naszego występu i wiedziałem, że może być już tylko lepiej.

Koncertów było coraz więcej. Festyn dla dzieci w Zago... Od zmierzchu do świtu i później Local na Mokotowie. Najlepiej udał się występ w Wołominie i dlatego chciałbym o nim powiedzieć dwa słowa.
Świetne miejsce, w moim kochanym mieście, z moimi przyjaciółmi pod sceną - to nie mogło się nie udać. Zagraliśmy jako pierwsi i całej imprezie chyba nie wyszło to na dobre, bo jak moje  mordy opuściły klub to stało się jakoś pusto. Po tym wydarzeniu dostałem mnóstwo propsów zarówno od znajomych twarzy jak i kompletnie obcych ludzi. Sprawiło to, że miałem sporo nowej motywacji do działania i nowe numery pisało się nadzwyczaj łatwo.


Dziś pisząc ten wpis jestem już gotowy do zagrania następnego koncertu. Za dwa dni, znowu zrobimy z Krzyniem show w Wołomińskim "Od zmierzchu do świtu". W tym miejscu, chciałbym zaprosić wszystkich zainteresowanych na to wydarzenie. Dajcie nam szansę, a my ją wykorzystamy.

JOHNY X KRZYNIU