sobota, 30 grudnia 2017

MÓJ STARY JEST FANATYKIEM DESKOROLKI :/




Mój stary jest fanatykiem deskorolki... Codziennie rano napieprza mi tym gównem pod oknem, a ja nie mogę spać. Kiedy zdenerwowany zwracam mu uwagę ten krzyczy: "zajawa ponad wszystko! Dawaj gramy w skejta!"

Na pierwsze urodziny kupił mi podobno deskę i był strasznie zdziwiony, że nie umiem na niej jeździć. Kiedy mama sadzała mnie na decka to krzyczał, że tylko pizdy jeżdżą na tyłku.
Jak chodziłem do przedszkola to wyzywał moich kolegów od pedałów, bo jeździli na hulajnogach, a ja zawsze zgarniałem za to przypał. Kiedy w podstawówce opowiadaliśmy na lekcji co robią nasi rodzice to musiałem kłamać, że tata jest prezesem banku żeby się nie wstydzić. Tak na prawdę jest bezrobotnym degeneratem, który całymi dniami katuje tricki na spocie. 

W gimbazie było najgorzej... Staremu spodobały się schodki pod szkołą i ganiał się z cieciem żeby móc skoczyć sobie z nich jeszcze raz. Najgorsze było to, że moim kumplom to imponowało i zaczęli się z nim ustawiać na deskę...

Na moją studniówkę zamiast garnituru kupił mi baggy jeansy, buty DC i bluzę Trashera i był dumny z siebie, że zajebiście ubrał synka. Gdyby nie to, że uratował mnie wujek i poszedł ze mną do sklepu po odpowiedni strój to musiałbym zrezygnować ze studniówki.

Tata uważa, że deskorolka rozwija odpowiednio człowieka, dzięki temu staje się on mądrzejszy, potrafi się efektywnie uczyć i współpracować z ludźmi. Do dziś powtarza mi, że dostałem się na studia tylko dzięki temu, że jak jeszcze nie umiałem mówić to stawiał mnie na desce. Chory typ...

Kiedy zbliżały się zawody Street League, to już w ogóle miałem przesrane. Stary zapraszał kolegów i kazał mi z nimi siedzieć i słuchać o tym, że Nyjah to robot, a nie człowiek, że Shane ma najlepszy styl, Prod się skończył, Leticia ma świetne cycki, a Luan jak to Luan... Naspidowany jakiś.
Z kolei jak oglądali jakieś zawody vertowe, to hejtował wszystkich, że rampy są dla lamusów. I że pewnie nie potrafią zrobić kickflip bodyvarial, a on potrafi!

Taty koledzy dzielą się na tych którzy jeżdżą na kątach i zwolenników streetu. Nie raz kłócił się ze swoim najlepszym ziomkiem czy lepszy jest Tony Hawk czy Rodney Mullen. Oczywiście ojciec nazywa siebie królem flatu więc jego najlepszym argumentem jest to, że jakby Hawk grał z Mullenem w skejta to by przegrał xD

Sam też zazwyczaj przegrywa. Ale oczywiście nie z braku umiejętności! Przegrywa bo założył nie te buty, bo ma pecha, bo przeciwnikowi zaliczali przytarte tricki, ewentualnie też przez słaby flat.

Przez tego wariata cały dom zawalony mam jakimiś deskorolkowymi śmieciami. Boję się stanąć boso na podłodze bo montażówka może wbić mi się w nogę. Oczywiście imbus bo krzyżak jest dobry dla zjebów... 
Wszystkie te gówniane rzeczy można znaleźć w dziwnych miejscach w domu... Footprinty w piekarniku albo w zamrażalce, a infomagi przy kiblu, bo król streetu musi mieć co czytać na tronie. Nawet drzwi wejściowe poobklejane są jakimiś naklejkami, bo każdy musi wiedzieć, że w tym pierdolonym domu mieszka skater.
Kiedy ojciec skręcił piąty raz kostkę lekarz kazał mu rzucić to wpizdu. Oczywiście został zwyzywany, a na jego samochodzie pojawił się czerwony, namazany sprayem napis "sk8 od die". 

Mama też już go nie może znieść. Za każdym razem, jak ojciec rozwali coś przez swoją głupotę lub nieuwagę, to zamiast przeprosić krzyczy: "Skate and destroy!"

Padre już ma spore problemy z prawem bo na ulicy atakuje gimbusów w bluzach jakiegoś śmieciarza czy coś i każe im robić kickflipa...

Kiedyś mi było go szkoda bo poza tym wszystkim jest sympatycznym gościem, a przez chorą zajawke nie mógł nigdy znaleźć sobie normalnych przyjaciół. Przestałem mu współczuć kiedy przyprowadziłem do domu dziewczynę, a on na przywitanie chciał zbić z nią piąteczkę z żółwiem. Ten smrut to jeszcze nic... Jak zobaczył na jej nogach Janoskie to się zrobił czerwony jak burak i krzyczał "dont do it!!!"

Starego nie stać na Nike, bo ciągle kupuje nowe deski. (Jest tak gruby, że deck mu starcza max na tydzień). Musi więc jeździć w jakichś kapciach Lando czy cormax, ewentualnie jakieś znoszone przez koleżków esy czy falleny. Tłumaczy ten smutny fakt tym, że wspiera prawdziwą deskorolkę, a nie korporacje.

Wspominałem już, że ojciec ustawiał się z ziomeczkami na oglądanie jakichś zawodów. Wśród nich był były przyjaciel tatki - łysy. Razem ustawiali się na spoty, nagrywali tricki, oglądali SVki, zamawiali rzeczy w skateshopach i robili wiele więcej zjebanych rzeczy. Łysy sprzedał kiedyś ojcu używany deck, a ten kochany grubasek złamał go przy pierwszym tricku. Od tamtej pory skejciki miały kosę i nawzajem obsmarowywali się na necie. 

Pewnego dnia zadzwoniła do nas żona łysego z informacją, że ten spadł z minirampy, złamał kręgosłup i umarł. Kiedy stary się dowiedział to z uśmiechem na twarzy wybełkotał : "No i bardzo qva dobrze!", tak go za ten używany deck znienawidził.

Ojciec był już tyle razy zbanowany na forum deskorolkowym, że ilość jego fejkowych kont przekracza liczbę moich znajomych na fejsie.
Ostatnim razem zwyzywał jakiegoś gościa który chciał sprzedać bluzę supreme. Jak tatuś zobaczył cenę to tak się zagotował, że na jego łysym łbie można było jajka usmażyć.

Sam też blokuje go na wszelkie sposoby, bo mam dość tego żebrania o lajki pod jego kolejnymi filmami, czy konkursami, w których bierze udział i walczy o jakiś kawałek drewna, który i tak zaraz złamie.

Kiedy tata wybiera się z ziomkami na trip to przez parę ładnych dni nie mamy życia. Pierdzieli coś o skateparkach, miejscówkach, schodach i spotach jakie zwiedzi. A kiedy zbliża się dzień wyjazdu to nie daje nam spać bo bluzga przez sen, wierzga nogami i krzyczy do kogoś " No ale jeszcze jedna próba, ostatnia, teraz siądzie". W końcu budzi się o czwartej i przewraca cały sprzęt który naszykował dzień wcześniej i nie daje nam spać w spokoju.

Raz przydarzyła się mu przykra sytuacja. Tuż przed dniem deskorolki złamał nogę. Siedział wtedy w domu cały czerwony i gotował się ze złości oglądając snapy od ziomków i relacje live od sfaha ajdu. Kiedy zobaczył, że jakiś jego ziomek wygrał besttrick z siódemki na witosie, to zamiast się cieszyć zadzwonił do tego ziomka i zaczął po nim jechać, że co to za przyjaciel, który zostawia na pastwę losu biednego kolegę ze złamaną nogą, a sam sobie jeździ na desce.

Ludzie mówią, że skateboarding to dyscyplina spokoju, dzięki której ludzie żyją ze sobą w zgodzie i spędzają razem czas w ciekawy sposób. Tymczasem mój stary nienawidzi innych skejtów. To on jest tym słynnym raperem, który nagrał diss na Bolka!

Teraz zbliżają się święta więc dostanę od niego pewnie nowy secik zamiast plejki o którą proszę co roku. Nie będę mu dłużny, skurczybyk dostanie rolki!

czwartek, 28 grudnia 2017

#Raplife, czyli rozmowa z Ejtenem!


Hiphopowa zajawka pojawiła się w moim życiu mniej więcej w tym samym czasie co deskorolkowa, jednak nigdy nie myślałem, że będę kimś więcej niż słuchaczem… Z biegiem czasu pojawiały się pierwsze próby pisania tekstów czy myśli o nagrywkach ale zawsze było to gdzieś na uboczu. Zupełnie inaczej było w przypadku Bartka, który od samego początku rapowej przygody konsekwentnie działał i wiedział czego chce. Swoje pierwsze kroki na tej „scenie” stawiał już w wieku 13 lat, dzięki temu dziś jeszcze przed osiemnastką może pochwalić się nie małym doświadczeniem.

CZEŚĆ BARTEK, OD RAZU DZIEKÓWKA ZA TO, ŻE ZGODZIŁEŚ SIĘ NA TĘ ROZMOWĘ!

Siemaneczko, nie ma sprawy.

NA POCZĄTKU CHCIAŁBYM CIĘ ZAPYTAĆ O  ZMIANY JAKIE ZASZŁY W POSTRZEGANIU PRZEZ CIEBIE RAPU. ZACZYNAŁEŚ W BARDZO MŁODYM WIEKU, CZY OD RAZU TRAKTOWAŁEŚ TO TAK POWAŻNIE JAK TERAZ?

No właśnie, jak zaczynałem to byłem tak naprawdę jeszcze dzieciakiem i z dzisiejszej perspektywy ciężko mi powiedzieć, że to było na poważnie.  To prawda, że bardzo mi zależało na tym, bo nie robiłem tego tak po prostu, że raz na miesiąc coś napisałem czy nagrałem, tylko jarałem się tym strasznie i pracowałem na to, żeby być coraz lepszym, ale nie myślałem wtedy o tym czy będę na tym zarabiać czy to będzie mój sposób na życie. Myślę, że zmieniło się to, że teraz już wiem, że chce być raperem nie tylko z zajawki i z tym chce wiązać swoją przyszłość. Mam świadomość, że musze się w to bardzo angażować bo jest zupełnie inaczej niż kiedyś.

 TO PRAWDA, TRUDNIEJ SIĘ WYBIĆ ZE WZGLĘDU NA KONKURENCJĘ I NA TO, ŻE W DOBIE INTERNETU JESTEŚMY ZALEWANI CODZIENNIE NOWYMI KAWAŁKAMI OD MŁODYCH KOTÓW, AŻ NIE MA CZASU NA SPRAWDZANIE WSZYSTKIEGO.  A MASZ MOŻE JAKĄŚ WIZJE, JAKIŚ PLAN B, CO BĘDZIE JEŻELI NIE UDA CI SIĘ OSIĄGNĄĆ SUKCESU W RAPIE?

 Co bym mógł robić gdybym nie rapował? No cóż, z takich rzeczy bieżących – pod koniec wakacji będę robił kurs ratownika wodnego i to jest taka moja poboczna zajawka. A co z przyszłością to sam do końca nie wiem. Jak szedłem do szkoły średniej to myślałem o psychologii, czy dziennikarstwie czyli raczej o takich humanistycznych przedmiotach i myślę, że w tych kierunkach mógłbym działać, jednak staram się spełniać marzenia i też walczę o to żeby jednak móc żyć w stu procentach z muzyki i po prostu wierzę w siebie.

NO WŁAŚNIE, ŻYJESZ MARZENIAMI I TO WIDAĆ M.IN. W KAWAŁKU „ŻYCIE JAK ZE SNU”. CZY POZA TYM IDEALNYM ŻYCIEM I POZA RAPOWYMI MARZENIAMI MASZ TEŻ INNE?

Chciałbym odbyć kiedyś podróż życia jak np. Quebo. Bardzo lubię poznawać nowe miejsca i ludzi. Przede wszystkim chciałbym po prostu mieć zawsze spokój ducha i nigdy się nie martwić.

TERAZ  ZAPYTAM CIĘ O TWOJE INSPIRACJE. NA PEWNO MASZ SWOICH ULUBIONYCH ARTYSTÓW, KTÓRYCH TWÓRCZOŚĆ CIĘ MOTYWUJE DO DZIAŁANIA I PRZYNOSI WENĘ, A MOŻE COŚ INNEGO STANOWI TWOJĄ INSPIRACJĘ?

Wszystko czego słucham wpływa na mnie w jakiś sposób, ale raczej nie aż tak na moją twórczość. Być może jakoś podświadomie dzieje się tak, że pewne rzeczy które mi się podobają w kawałkach w jakimś stopniu można usłyszeć w mojej twórczości, ale nigdy nie robię tak, że jak usłyszę jakąś tematykę czy sposób nawijania to od razu muszę zrobić coś podobnego. To by było głupie. A ogólnie mówiąc największą inspiracją dla mnie jest po prostu wszystko to co mnie otacza.

U WIELU RAPERÓW POJAWIA SIĘ W KAWAŁKACH PEWNEGO RODZAJU LOKALNY PATRIOTYZM. POWIEDZ PROSZĘ CO NAJBARDZIEJ LUBISZ I CO NAJBARDZIEJ DENERWUJE CIĘ W WOŁOMINIE?

Podoba mi się to, że wszyscy się znają i jak idziesz na ulicy to jest duże prawdopodobieństwo, że spotkasz jakiegoś ziomka.  A przeszkadza mi to, że mało się dzieje. Jest mało jakichś imprez, koncertów czy czegokolwiek co mogłoby przyciągnąć ludzi, może festiwali to za duże słowo, ale ogólnie takich wydarzeń kulturowych. Jest po prostu nudno!

CO MYŚLISZ O TYM, ŻE RAPERZY CORAZ BARDZIEJ ANGAŻUJĄ SIĘ W BRANŻĘ MODOWĄ? MYŚLISZ, ŻE JEST TO DOBRE? CZY MUZYKA NIE SCHODZI PRZY TYM NA BOCZNY TOR?

Kurczę, nigdy nie przykładałem jakoś wagi do tego… Ale myślę, że ubiór jako element kreowania wizerunku artysty to bardzo ważna sprawa, bo przez to możesz być lepiej zapamiętanym przez ludzi.

NO TAK, ZGODZĘ SIĘ Z TOBĄ, ALE CHODZIŁO MI RACZEJ O TO, ŻE NIEKTÓRZY ROBIĄ Z TEGO COŚ WAŻNIEJSZEGO NIŻ MUZYKĘ I PRZEZ TO SCHODZI ONA NA BOCZNY TOR. CO O TYM SĄDZISZ?

W sumie to nie mam zdania na ten temat. Raczej mnie to nie dotyczy :) 

 NIE TAK DAWNO WYDAŁEŚ EPKĘ PT. MYŚLI LICEALISTY. CZY JESTEŚ ZADOWOLONY Z TEGO MATERIAŁU I JEGO ODBIORU?

Wiadomo, że teraz zrobiłbym to lepiej, bo przez pryzmat czasu zauważam elementy, które mógłbym poprawić. Poza tym ciągle pisze i nagrywam i dzięki temu osiągam coraz lepszy poziom. A odbiór jest myślę taki jak powinien, nie jest to jakiś mega dobry, przełomowy materiał, a raczej podsumowanie pewnego okresu i te wyświetlenia, polubienia i sprzedane płytki są raczej adekwatne do realiów.
A CZY JAKO SŁUCHACZ MASZ JAKIEŚ TAKIE SWOJE ULUBIONE PŁYTY, DO KTÓRYCH LUBISZ WRACAĆ PO LATACH?

Lubię wracać do albumu Jimsona „Gorączka w parku igieł” i Smarkiego „Najebawszy ep” –  to ponadczasowy sztos. A z zagranicznego rapu miło słucha mi się po latach płyty Eminema „Recovery”

POWIEDZ MI PROSZĘ GDZIE SIĘ LEPIEJ CZUJESZ: NA SCENIE, CZY PRZED MIKROFONEM STUDYJNYM?

Lepiej czuję się na scenie. Widzę wtedy jak ludzie reagują na to co robię, widzę, że podoba im się to i dobrze się razem ze mną bawią i czuje, że ktoś naprawdę jest zainteresowany tym co robię i to daje mi dużo więcej energii i motywacji do działania.  Lubię też nagrywać i dopracowywać kawałki w domu w ciszy, ale to jest zupełnie co innego.


  A CO JEST WAŻNIEJSZE – LIRYKA, CZY BRZMIENIE?

 Dla mnie zawsze było ważne to, żeby zachować złoty środek, żeby nie pierdolić głupot, a zarazem żeby dało się tego słuchać z przyjemnością. Czasami zrobię coś bardzo luźnego gdzie nie przykładam się do tekstu, a ćwiczę nowe brzmienia i technikę, ale takie rzeczy zazwyczaj nie wychodzą „z szuflady” i lubię to robić po prostu dla zabawy.

 A MASZ JAKĄŚ WIZJE RAPU NA PRZYSZŁOŚĆ? JAKI BĘDZIE RAP ZA PARĘ LAT? WYOBRAŻASZ SOBIE NA PRZYKŁAD TO, ŻE POLSCY ARTYŚCI BĘDĄ NAWIJAĆ TYLKO PO ANGIELSKU? CO MYŚLISZ O NAWIJANIU W POLSCE PO ANGIELSKU TERAZ?

Ciężko powiedzieć co będzie za parę lat, nikt z nas nie jest jasnowidzem, a ta kultura nie raz pokazała, że może ewoluować w przeróżnych kierunkach.  Nie wiem czy będą nawijać w jakimkolwiek innym języku…  A teraz jak ktoś to robi i chce to robić to szanuje to bardzo i totalnie mi to nie przeszkadza. Jakbym też tak zajebiście znał angielski to myślę, że bym spróbował nagrać coś w tym języku .

 TO TAK NA KONIEC OSTATNIE , NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE I MOŻEMY SIĘ ŻEGNAĆ. KTO BYŁ TWOIM NAJLEPSZYM HYPEMANEM I DLACZEGO BYŁ NIM IKTOTUJESTJOHNY!?

Moim najlepszym hypemanem był Sebastian Legan, pozdro :D 


W TAKIM RAZIE DZIĘKUJĘ CI ZA WSZYSTKIE ODPOWIEDZI I ZA SPOTKANIE I ŻYCZĘ POWODZENIA W DALSZEJ KARIERZE:)

Ja również dziękuje! W tym miejscu pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy mnie wspierają! Tworzę dla siebie, ale przede wszystkim też dla was. Dzięki za wszystko!

sobota, 23 grudnia 2017

Pierwszy raz...

Od czegoś trzeba zacząć. Ja zacznę od przedstawienia się. Jestem Johny, mam 19 lat, od 7 jeżdżę na deskorolce, od 5 słucham rapu, od 3 wiem co chcę robić w życiu, dlatego od miesiąca studiuje fizjoterapię, i właśnie teraz, w czwartkowy wieczór piszę swojego pierwszego w życiu bloga…

Ciężko robić coś po raz pierwszy, nie mając pojęcia jak to się robi. Przekonujesz się o tym nagrywając swój pierwszy rapowy kawałek. Kiedy po ponad godzinie nagrywania, mylą Ci się słowa i nie możesz trafić w beat, nagle uświadamiasz sobie, że to wcale nie jest takie łatwe! Siedzisz w tej muzyce od dość dawna, jesteś zapalonym słuchaczem, nie raz próbujesz rapować, na imprezach pod wpływem alkoholu „raczysz” kolegów tym swoim kaleczeniem języka polskiego, które nazywasz freestylem, zdarza Ci się nawet wystąpić na koncercie ziomka jako hypeman! Te wszystkie działalności "około-hiphopowe", pozornie powinny ułatwić Ci pierwszy kontakt z mikrofonem studyjnym, tak jednak się nie dzieje… Tu coś źle brzmi, tam jakieś przejęzyczenie, głos się łamie ze zmęczenia, a zdarte gardło powoli zaczyna piec. W dodatku ten pieprzony perfekcjonizm nie pozwala Ci zaakceptować tego co nagrałeś… Ostatecznie wracając do domu zastanawiasz się czy puścić te twoje wypociny w świat, ale mimo wszystko, cieszysz się tym, że zrobiłeś co miałeś zrobić i już planujesz kolejne sesje nagraniowe.
Podobnie ciężko jest na twoich pierwszych zawodach deskorolkowych. Zajawa ogromna, wszędzie wokół wspaniali ludzie, zajarani deskorolką tak samo jak Ty. Długo zastanawiasz się czy brać udział w contescie, bo przecież nie masz szans nic na nim osiągnąć. Ostatecznie wpisujesz się na długą listę, a kiedy przychodzi twój czas, tak plączą Ci się nogi, że nie jesteś w stanie zrobić nawet najprostszych tricków, które doskonale umiesz. Mimo, że twoja sytuacja wydaje się być beznadziejna, Ty nadal jeździsz i nie zwracasz uwagi na miny ziomków, którzy śmieją się z Ciebie jak mówisz o sukcesie. Wtedy jeszcze nie masz pewności, czy ten sukces nadejdzie, lecz nie obchodzi Cię to. Żyjesz chwilą i cieszysz się z tego, że możesz sobie pojeździć.
    Tak naprawdę podczas twojego pierwszego razu nie liczy się rezultat. Szczęście daje Ci to, że odważyłeś się zrobić coś o czym od dawna myślałeś. W tym momencie przestają liczyć się głosy obserwatorów. Pozostajesz tylko Ty i twoja duma. Jesteś dumny z tego, że się odważyłeś. Teraz już wiesz, że to jest właśnie spełnianie marzeń. Klikasz i masz za sobą kolejny osiągnięty cel… Pierwszego bloga.