Mój stary jest fanatykiem deskorolki... Codziennie rano
napieprza mi tym gównem pod oknem, a ja nie mogę spać. Kiedy zdenerwowany
zwracam mu uwagę ten krzyczy: "zajawa ponad wszystko! Dawaj gramy w
skejta!"
Na pierwsze urodziny kupił mi podobno deskę i był strasznie
zdziwiony, że nie umiem na niej jeździć. Kiedy mama sadzała mnie na decka to
krzyczał, że tylko pizdy jeżdżą na tyłku.
Jak chodziłem do przedszkola to wyzywał moich kolegów od
pedałów, bo jeździli na hulajnogach, a ja zawsze zgarniałem za to przypał. Kiedy w podstawówce opowiadaliśmy na lekcji co robią nasi
rodzice to musiałem kłamać, że tata jest prezesem banku żeby się nie wstydzić.
Tak na prawdę jest bezrobotnym degeneratem, który całymi dniami katuje tricki
na spocie.
W gimbazie było najgorzej... Staremu spodobały się schodki
pod szkołą i ganiał się z cieciem żeby móc skoczyć sobie z nich jeszcze raz.
Najgorsze było to, że moim kumplom to imponowało i zaczęli się z nim ustawiać
na deskę...
Na moją studniówkę zamiast garnituru kupił mi baggy jeansy,
buty DC i bluzę Trashera i był dumny z siebie, że zajebiście ubrał synka. Gdyby
nie to, że uratował mnie wujek i poszedł ze mną do sklepu po odpowiedni strój
to musiałbym zrezygnować ze studniówki.
Tata uważa, że deskorolka rozwija odpowiednio człowieka,
dzięki temu staje się on mądrzejszy, potrafi się efektywnie uczyć i
współpracować z ludźmi. Do dziś powtarza mi, że dostałem się na studia tylko
dzięki temu, że jak jeszcze nie umiałem mówić to stawiał mnie na desce. Chory typ...
Kiedy zbliżały się zawody Street League, to już w ogóle
miałem przesrane. Stary zapraszał kolegów i kazał mi z nimi siedzieć i słuchać
o tym, że Nyjah to robot, a nie człowiek, że Shane ma najlepszy styl, Prod się
skończył, Leticia ma świetne cycki, a Luan jak to Luan... Naspidowany jakiś.
Z kolei jak oglądali jakieś zawody vertowe, to hejtował
wszystkich, że rampy są dla lamusów. I że pewnie nie potrafią zrobić kickflip
bodyvarial, a on potrafi!

Taty koledzy dzielą się na tych którzy jeżdżą na kątach i
zwolenników streetu. Nie raz kłócił się ze swoim najlepszym ziomkiem czy
lepszy jest Tony Hawk czy Rodney Mullen. Oczywiście ojciec nazywa siebie królem
flatu więc jego najlepszym argumentem jest to, że jakby Hawk grał z Mullenem w
skejta to by przegrał xD
Sam też zazwyczaj przegrywa. Ale oczywiście nie z braku
umiejętności! Przegrywa bo założył nie te buty, bo ma pecha, bo przeciwnikowi
zaliczali przytarte tricki, ewentualnie też przez słaby flat.
Przez tego wariata cały dom zawalony mam jakimiś
deskorolkowymi śmieciami. Boję się stanąć boso na podłodze bo montażówka może
wbić mi się w nogę. Oczywiście imbus bo krzyżak jest dobry dla zjebów...
Wszystkie te gówniane rzeczy można znaleźć w dziwnych
miejscach w domu... Footprinty w piekarniku albo w zamrażalce, a infomagi przy
kiblu, bo król streetu musi mieć co czytać na tronie. Nawet drzwi wejściowe
poobklejane są jakimiś naklejkami, bo każdy musi wiedzieć, że w tym pierdolonym
domu mieszka skater.
Kiedy ojciec skręcił piąty raz kostkę lekarz kazał mu rzucić
to wpizdu. Oczywiście został zwyzywany, a na jego samochodzie pojawił się
czerwony, namazany sprayem napis "sk8 od die".
Mama też już go nie
może znieść. Za każdym razem, jak ojciec rozwali coś przez swoją głupotę lub
nieuwagę, to zamiast przeprosić krzyczy: "Skate and destroy!"
Padre już ma spore problemy z prawem bo na ulicy atakuje
gimbusów w bluzach jakiegoś śmieciarza czy coś i każe im robić kickflipa...
Kiedyś mi było go szkoda bo poza tym wszystkim jest sympatycznym
gościem, a przez chorą zajawke nie mógł nigdy znaleźć sobie normalnych
przyjaciół. Przestałem mu współczuć kiedy przyprowadziłem do domu dziewczynę, a
on na przywitanie chciał zbić z nią piąteczkę z żółwiem. Ten smrut to jeszcze
nic... Jak zobaczył na jej nogach Janoskie to się zrobił czerwony jak burak i
krzyczał "dont do it!!!"
Starego nie stać na Nike, bo ciągle kupuje nowe deski. (Jest
tak gruby, że deck mu starcza max na tydzień). Musi więc jeździć w jakichś
kapciach Lando czy cormax, ewentualnie jakieś znoszone przez koleżków esy czy falleny. Tłumaczy ten smutny fakt tym, że wspiera prawdziwą deskorolkę,
a nie korporacje.
Wspominałem już, że ojciec ustawiał się z ziomeczkami na
oglądanie jakichś zawodów. Wśród nich był były przyjaciel tatki - łysy. Razem
ustawiali się na spoty, nagrywali tricki, oglądali SVki, zamawiali rzeczy w
skateshopach i robili wiele więcej zjebanych rzeczy. Łysy sprzedał kiedyś ojcu
używany deck, a ten kochany grubasek złamał go przy pierwszym tricku. Od tamtej
pory skejciki miały kosę i nawzajem obsmarowywali się na necie.
Pewnego dnia zadzwoniła do nas żona łysego z informacją, że
ten spadł z minirampy, złamał kręgosłup i umarł. Kiedy stary się dowiedział to
z uśmiechem na twarzy wybełkotał : "No i bardzo qva dobrze!", tak go
za ten używany deck znienawidził.
Ojciec był już tyle razy zbanowany na forum deskorolkowym,
że ilość jego fejkowych kont przekracza liczbę moich znajomych na fejsie.
Ostatnim razem zwyzywał jakiegoś gościa który chciał
sprzedać bluzę supreme. Jak tatuś zobaczył cenę to tak się zagotował, że na
jego łysym łbie można było jajka usmażyć.
Sam też blokuje go na wszelkie sposoby, bo mam dość tego
żebrania o lajki pod jego kolejnymi filmami, czy konkursami, w których bierze
udział i walczy o jakiś kawałek drewna, który i tak zaraz złamie.
Kiedy tata wybiera się z ziomkami na trip to przez parę
ładnych dni nie mamy życia. Pierdzieli coś o skateparkach, miejscówkach,
schodach i spotach jakie zwiedzi. A kiedy zbliża się dzień wyjazdu to nie daje
nam spać bo bluzga przez sen, wierzga nogami i krzyczy do kogoś " No ale
jeszcze jedna próba, ostatnia, teraz siądzie". W końcu budzi się o
czwartej i przewraca cały sprzęt który naszykował dzień wcześniej i nie daje
nam spać w spokoju.
Raz przydarzyła się mu przykra sytuacja. Tuż przed dniem
deskorolki złamał nogę. Siedział wtedy w domu cały czerwony i gotował się ze
złości oglądając snapy od ziomków i relacje live od sfaha ajdu. Kiedy zobaczył,
że jakiś jego ziomek wygrał besttrick z siódemki na witosie, to zamiast się
cieszyć zadzwonił do tego ziomka i zaczął po nim jechać, że co to za przyjaciel,
który zostawia na pastwę losu biednego kolegę ze złamaną nogą, a sam sobie
jeździ na desce.
Ludzie mówią, że skateboarding to dyscyplina spokoju, dzięki
której ludzie żyją ze sobą w zgodzie i spędzają razem czas w ciekawy sposób.
Tymczasem mój stary nienawidzi innych skejtów. To on jest tym słynnym raperem,
który nagrał diss na Bolka!
Teraz
zbliżają się święta więc dostanę od niego pewnie nowy secik zamiast plejki o
którą proszę co roku. Nie będę mu dłużny, skurczybyk dostanie rolki!










